RSS
sobota, 13 czerwca 2009
9 czerwca 2009 - Shaolin

Jedziemy na dworzec autobusowy, otacza nas grupka naganiaczy. W kasie nie mozemy dostac biletow, naganiacze nie chca nam znizyc ceny. Robimy standardowy manewr - odchodzimy - idziemy zjesc sniadanie. Jeden z naganiaczy wpada do knajpki, pisze nam ze autobus niebawem odjedzie. Marek na migi tlumaczy ze czekamy na jedzenie, na co poganiacz wpada do kuchni i wrzeszczy na obsluge by sie pospieszyla. Ta sytuacja bardzo nas rozbawila. Konczymy jedzenie i kupujemy bilety. Autobus okazuje sie byc wycieczka turystyczna, obwozi nas po okolicznych swiatyniach. Pilot sugeruje zakup biletu za 180 na wszystkie atrakcje, my sie zapieramy. Chcemy tylko do Shaolin.  Znow nas bajeruja ze na sam Shaolin biletow nie ma. My pozostajemy nieugieci. Po drodze zaliczamy przerwe na jedzenie  w ustawionej knajpce. Czujemy jak czas nam ucieka przez palce... Ostatecznie dojezdzamy pod Shaolin, pilot mowi ze autobus odjezdza za pol godziny. My mielismy bilety w jedna strone, wiedzielismy ze na parkingu o umowionej porze sie nie zjawimy:)
Shaolin mimo iz jest kolejnym popularnym miejscem bardzo mi sie spodobal. Zwiedzanie zaczelismy od sklepiku z bronia i mieczami. W czasie gdy chlopacy podziwiali miecze ( http://www.facebook.com/home.php?#/video/video.php?v=90586659658&ref=nf ) ja przygladalam sie zbiorce mlodych adeptow szkoly. Potem poszlismy obejrzec pokaz kung fu. I musze przyznac ze bylam pod wrazeniem. Wyszlam jak naelektryzowana. Najbardziej podobalo mi sie kiedy jeden mnich po krotkiej koncentracji rzucil igla w szybe, przebil ja i zbil znajdujacy sie za szyba balonik.
Nastepnie zwiedzalismy swiatynie Shaolin z jej pawilonami pnacymi sie wzdloz wzgorza. W swiatyni panowal bardzo relaksujacy nastroj.  Kiedy tak spacerowalismy Markowi przydarzyla sie zabawna sytuacja. Gdy szedl schodami w dol minal go szybkim krokiem mnich w dlugiej szacie. Marek zapytal zartem Gawla "Ciekawe czy by sie wybronil gdybym mu podstawil noge?" (po polsku).   Na co mnich odwrocil sie i z usmiechem na twarzy pogrozil mu palcem!
Potem zwiedzilismy Pagodowy Las i pawilon z rzezbami 100 budd i wrocilismy do Luoyang.
We got to the bus station and immediately were surrounded by the locals shouting "Shaolin, Shaolin". Trying to ignore them we went to the ticket office. Couldn't get the tickets, locals didn't want to bargain we decided lo leave and get something to eat. One of the hucksters followed us to the restaurant, Marek explained him in sign language that we are waiting for food so he went to the kitchen and shouted at the cook to bring us food faster. That made us laugh. We ate and went to the bus. It turned up to be a regular tour which included all the temples around Shaolin. The pilot tried to sell us an entrance ticket for all of them. We wanted to see Shaolin only. He tried to fool us that it is impossible. We didn't buy it.  On the way we visited a restaurant ( it had a deal with a tour bus). We felt the time running through our fingers. Finally we got to the Shaolin Monastery. Got the cheaper tickets just for Shaolin.
Despite the fact that Shaolin is a very popular tourist place  I really liked it. First we went to the shop with swords and other weapons (http://www.facebook.com/home.php?#/video/video.php?v=90586659658&ref=nf ). Than we saw a very good kung-fu performance. I was impressed by the monk's skills. The best part was when one of the monk managed to throw a needle through the 3mm thick glass and break a balloon with it. After that we went to see the Shaolin Temple with its relaxing atmosphere. When we were walking down the stairs Marek was passed by fast walking monk. Marek made a joke to Gawel in Polish "I wander if he would defend himself if i tried to tip him up?" Than a monk turned around and with a smile on his face he shook his finger!
Later we went to Forest of Stupas and saw a pavilion with 100 sculptures of Buddhas and came back to Luoyang.

Jedziemy na dworzec autobusowy, otacza nas grupka naganiaczy. W kasie nie mozemy dostac biletow, naganiacze nie chca nam znizyc ceny. Robimy standardowy manewr - odchodzimy - idziemy zjesc sniadanie. Jeden z naganiaczy wpada do knajpki, pisze nam ze autobus niebawem odjedzie. Marek na migi tlumaczy ze czekamy na jedzenie, na co poganiacz wpada do kuchni i wrzeszczy na obsluge by sie pospieszyla. Ta sytuacja bardzo nas rozbawila. Konczymy jedzenie i kupujemy bilety. Autobus okazuje sie byc wycieczka turystyczna, obwozi nas po okolicznych swiatyniach. Pilot sugeruje zakup biletu za 180 na wszystkie atrakcje, my sie zapieramy. Chcemy tylko do Shaolin.  Znow nas bajeruja ze na sam Shaolin biletow nie ma. My pozostajemy nieugieci. Po drodze zaliczamy przerwe na jedzenie  w ustawionej knajpce. Czujemy jak czas nam ucieka przez palce... Ostatecznie dojezdzamy pod Shaolin, pilot mowi ze autobus odjezdza za pol godziny. My mielismy bilety w jedna strone, wiedzielismy ze na parkingu o umowionej porze sie nie zjawimy:)

Shaolin mimo iz jest kolejnym popularnym miejscem bardzo mi sie spodobal. Zwiedzanie zaczelismy od sklepiku z bronia i mieczami. W czasie gdy chlopacy podziwiali miecze ( http://www.facebook.com/home.php?#/video/video.php?v=90586659658&ref=nf ) ja przygladalam sie zbiorce mlodych adeptow szkoly. Potem poszlismy obejrzec pokaz kung fu. I musze przyznac ze bylam pod wrazeniem. Wyszlam jak naelektryzowana. Najbardziej podobalo mi sie kiedy jeden mnich po krotkiej koncentracji rzucil igla w szybe, przebil ja i zbil znajdujacy sie za szyba balonik.

Nastepnie zwiedzalismy swiatynie Shaolin z jej pawilonami pnacymi sie wzdloz wzgorza. W swiatyni panowal bardzo relaksujacy nastroj.  Kiedy tak spacerowalismy Markowi przydarzyla sie zabawna sytuacja. Gdy szedl schodami w dol minal go szybkim krokiem mnich w dlugiej szacie. Marek zapytal zartem Gawla "Ciekawe co by zrobil gdybym mu podstawil noge?" (po polsku).   Na co mnich odwrocil sie i z usmiechem na twarzy pogrozil mu palcem!

Potem zwiedzilismy Pagodowy Las i pawilon z rzezbami 100 budd i wrocilismy do Luoyang.

D.

_______________________________________

We got to the bus station and immediately were surrounded by the locals shouting "Shaolin, Shaolin". Trying to ignore them we went to the ticket office. Couldn't get the tickets, locals didn't want to bargain we decided lo leave and get something to eat. One of the hucksters followed us to the restaurant, Marek explained him in sign language that we are waiting for food so he went to the kitchen and shouted at the cook to bring us food faster. That made us laugh. We ate and went to the bus. It turned up to be a regular tour which included all the temples around Shaolin. The pilot tried to sell us an entrance ticket for all of them. We wanted to see Shaolin only. He tried to fool us that it is impossible. We didn't buy it.  On the way we visited a restaurant ( it had a deal with a tour bus). We felt the time running through our fingers. Finally we got to the Shaolin Monastery. Got the cheaper tickets just for Shaolin.

Despite the fact that Shaolin is a very popular tourist place  I really liked it. First we went to the shop with swords and other weapons (http://www.facebook.com/home.php?#/video/video.php?v=90586659658&ref=nf ). Than we saw a very good kung-fu performance. I was impressed by the monk's skills. The best part was when one of the monk managed to throw a needle through the 3mm thick glass and break a balloon with it. After that we went to see the Shaolin Temple with its relaxing atmosphere. When we were walking down the stairs Marek was passed by fast walking monk. Marek made a joke to Gawel in Polish "I wander what would he do if i tried to tip him up?" Than a monk turned around and with a smile on his face he shook his finger!

Later we went to Forest of Stupas and saw a pavilion with 100 sculptures of Buddhas and came back to Luoyang.

D.

11:07, sabbatical
Link Dodaj komentarz »
8 Czerwca 2009 - Jankowozem z Yichang do Luoyang
Dzien w pociagu, takiego usyfionego wagonu to dawno nie widzielismy. A syf w pociagu nie bierze sie z nikad, ktos tam go przywleka, a tego kogos trudno nie zauwazyc. Jeden taki ananas siedzial obok nas, a przyslowiowa slome z butow w jego przypadku mozna zamienic na najprawdziwsza slome z klapek.
No coz, podroz sie odbyla, potem bylo szukanie hostelu. Wiedzielismy, ze to ma byc mieszkanie, gdzie facet przyjmuje gosci, ale nie wiedzielismy ze to tak daleko. Mielismy serce na ramieniu, kiedy nasz przewodnik, ktory nas zgarnal z dworca, poprowadzil nas gdzies, gdzie nawet miejscowi sie nie zapuszczali. Juz kazdy wyobrazal sobie tych jankow, ktorzy nagle wyskocza zza krzaka i zostawia z nas obierki. Szczesliwie udalo sie dotrzec do celu bezurazowo. Facet prowadzi hostel w mieszkaniu i chyba niezbyt komfortowo sie z tym czuje. Prosil nas, zeby nie pokazywac sie w okreslonych godzinach w okolicy, a o wyjsciu wieczorem na kolacje nie bylo mowy. Chociaz jest bardzo mily, niezbyt umie sie odnalezc we wlasnym mieszkaniu, kiedy podejmuje gosci. Po prostu caly czas ma schize, ze ktos doniesie.
Jutro Shaolin, zobaczymy czy jest to taka komercha jak wszyscy narzekaja.
M.
_____________________
 
A day spent in a train from Yichang to Luoyang, in the most filthy one we have ever seen here. But the dirt in carriages doesn't come from nowhere. It's those guys who you just cannot overlook. For example, there was one guy sitting next to us, who was spreading a lot of hay all over the corridor floor. By the way, the hay was falling out of his flip-flops. And there were hundreds of guys like him.
As the journey finished, we started to look for our hostel. We were aware of how it was supposed to look like - a room in an apartment owned by some guy. But we didn't know it was in a middle of nowhere. We were scared to death when our guide led us to a dark street, scary even for local men. There were a lot of weird guys in our imagination coming out of the dark, with a brilliant idea of cutting us into pieces. Fortunately we reached our destination without any harm. The owner runs this hostel and I guess he doesn't feel comfortable with that. He asked not to mess around in certain hours, there was no way to go out for a supper. In spite of he's very kind, I guess he doesn't feel relaxed while hosting guests. 
Tomorrow we are hitting the road for a Shaolin Temple trip, we are going to find out if it is too touristy or not.
M.
09:47, sabbatical
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 czerwca 2009
7 Czerwiec 2009 - Three Gorges Dam

 

Dzis rano postanowilismy zostac jeszcze jedna noc w tym samym hotelu w Yichang. Po pobudce poszlismy z Paulina do recepcji przedluzyc nasz pobyt. Okazalo sie, ze nikt w recepcji nie posluguje sie jezykiem angielskim, zatem jedyna metoda komunikacji okazalo sie tlumaczenie tresci przy pomocy www.translate.google.com. proba wzajemnego zrozumienia przypominalo gre 'Seana' czyli zabawe w zgadywanie utworu muzycznego na podstawie jego tekstu przetlumaczonego kilkakrotnie pomiedzy roznymi jezykami przy pomocy www.translate.google.com. Chinczycy oczywiscie maja w tej grze przewage, gdyz jezyk chinski oparty jest na gramatyce odczytywania z kontekstu, podczas gdy jezyk angielski ma bardzo sformalizowana strukture gramatyczna.
Po dlugiej rozmowie zrozumialem z kontekstu, ze nasze pokoje w tym hotelu maja osobna stawke dzienna. Znaczy to, ze nie mozemy zostawic naszych bagazy na caly dzien w tych pokojach, bo zalapalibysmy sie na podwojna stawke. Po dodaniu do tego faktu obserwacji, ze nasz pokoje nie  maja okien, ale maja opcje nabycia prezerwatyw ukladanka zaczela sie skladac... klienci tego hotelu rowniez zaczeli wygladac zupelnie inaczej.
Komentujac zaistniaja sytuacje spakowalismy sie, zostawilismy nasze bagaze w skladziku i wyruszylismy na wycieczke do tamy trzech przelomow. Nasza miejscowoscia docelowa bylo Sandouping, gdzie zlokalizowana jest konstrucjia zapory wraz z elektrownia. Z calkiem niezlym skutkiem dostalismy sie pod tame samodzielnie - kozystajac jedynie z komunikacji miejskiej i  podmiejskiej. U celu okazalo sie jednak, ze nie jestesmy w stanie zwiedzic tamy w sposob satysfakcjonujacy bez zaplacenia oplaty wejsciowej. zaplacilismy magiczne 105 yuanow i wsiedlismy do autobusu wycieczkowego. Niestety pogoda nie dopisywala i widocznosc byla mocno ograniczona. Dodatkowo nie wszystkie punkty widokowe byly tego dnia otwarte wiec nasze zwiedzanie bylo mocno ograniczone. Goraco polecam nasze galerie fotograficzne, ktore lepiej reprezentuja nasza wycieczke niz moj opis.
Jako podsumowanie inzynierskie potwierdzone, przez znanego eksperta moge przytoczyc, ze moc tej elektrowni jest rowna ze srednim rocznym zapotrzebowaniem Polski na energie elekrtyczna.
_______________
Dear Friends,
the following text was translated by www.translate.google.com you are welcome to try to figure out what happened and resolve it by commenting below.
I hope this will help you understand our communication issues which arise during this trip.
Regards,
G.
:

Dzis rano postanowilismy zostac jeszcze jedna noc w tym samym hotelu w Yichang. Po pobudce poszlismy z Paulina do recepcji przedluzyc nasz pobyt. Okazalo sie, ze nikt w recepcji nie posluguje sie jezykiem angielskim, zatem jedyna metoda komunikacji okazalo sie tlumaczenie tresci przy pomocy www.translate.google.com. proba wzajemnego zrozumienia przypominalo gre 'Seana' czyli zabawe w zgadywanie utworu muzycznego na podstawie jego tekstu przetlumaczonego kilkakrotnie pomiedzy roznymi jezykami przy pomocy www.translate.google.com. Chinczycy oczywiscie maja w tej grze przewage, gdyz jezyk chinski oparty jest na gramatyce odczytywania z kontekstu, podczas gdy jezyk angielski ma bardzo sformalizowana strukture gramatyczna.

Po dlugiej rozmowie zrozumialem z kontekstu, ze nasze pokoje w tym hotelu maja osobna stawke dzienna. Znaczy to, ze nie mozemy zostawic naszych bagazy na caly dzien w tych pokojach, bo zalapalibysmy sie na podwojna stawke. Po dodaniu do tego faktu obserwacji, ze nasz pokoje nie  maja okien, ale maja opcje nabycia prezerwatyw ukladanka zaczela sie skladac... klienci tego hotelu rowniez zaczeli wygladac zupelnie inaczej.

Komentujac zaistniaja sytuacje spakowalismy sie, zostawilismy nasze bagaze w skladziku i wyruszylismy na wycieczke do tamy trzech przelomow. Nasza miejscowoscia docelowa bylo Sandouping, gdzie zlokalizowana jest konstrucjia zapory wraz z elektrownia. Z calkiem niezlym skutkiem dostalismy sie pod tame samodzielnie - kozystajac jedynie z komunikacji miejskiej i  podmiejskiej. U celu okazalo sie jednak, ze nie jestesmy w stanie zwiedzic tamy w sposob satysfakcjonujacy bez zaplacenia oplaty wejsciowej. zaplacilismy magiczne 105 yuanow i wsiedlismy do autobusu wycieczkowego. Niestety pogoda nie dopisywala i widocznosc byla mocno ograniczona. Dodatkowo nie wszystkie punkty widokowe byly tego dnia otwarte wiec nasze zwiedzanie bylo mocno ograniczone. Goraco polecam nasze galerie fotograficzne, ktore lepiej reprezentuja nasza wycieczke niz moj opis.

Jako podsumowanie inzynierskie potwierdzone, przez znanego eksperta moge przytoczyc, ze moc tej elektrowni jest rowna ze srednim rocznym zapotrzebowaniem Polski na energie elekrtyczna.

_______________

 

Dear Friends,

the following text was translated by www.translate.google.com you are welcome to try to figure out what happened and resolve it by commenting below.

 

I hope this will help you understand our communication issues which arise during this trip.

 

Regards,

G.

:

 

This morning we decided to be even a night in the same hotel in Yichang. After pobudce went to the reception with Paulina extend our stay. It turned out that nobody at the reception did not speak English, so the only method of communication proved to be a translation of their contents by www.translate.google.com. Proba mutual understanding of the game remind 'Sean' game of guesswork or a music track on the basis of the text translated several times between different languages using www.translate.google.com. Chinese course in May this game advantage because Chinese language is based on reading the grammar of context, while the English language is very formal grammatical structure.

After a long conversation I understood from the context that our rooms at this hotel have individual daily rate. This means that we can not leave our luggage for the entire day in those rooms, because zalapalibysmy on double rate. When you add to this observation the fact that our rooms have no windows, but with options to acquire condoms contain puzzle started ... Customers of this hotel also began to look quite different.

Commenting zaistniaja situations spakowalismy, I left our luggage in skladziku and wyruszylismy a trip to the dam of three breakthrough. Our target destination was Sandouping, where the dam is located konstrucjia with the power plant. With it's quite good effect in August alone tame - kozystajac only from urban and suburban. In order, however, it turned out that we are not able to visit the dam in a satisfactory manner without payment of entrance fees. paid 105 yuanow magic wsiedlismy the bus and cruise. Unfortunately the weather was spurned and visibility was much reduced. In addition, not all points of view were open that day so our tour was heavily restricted. Highly recommended our photo galleries, which represent our trip better than my description.

As a summary of Engineering confirmed by an expert I can give you a well-known that the strength of this power is equal to the average annual demand for the Polish energy elekrtyczna.

KOMENTARZ

moc np. 1 kW to potencjalna możliwość energetyczna urządzenia
energia  np. 1 kWh to moc zużyta w określonym czasie - żarówka 100 W przez 10 h = 1 kWh = czajnik 1000 W przez 1 h
elektrownia w tamie ma moc równą zapotrzebowaniu bieżącemu na energię elektryczną w Polsce, czyli mocy pobieranej przez odbiorców. Oznacza to, że elektrownia w tamie powinna sprostać zapewnieniu dostaw energii elektrycznej dla całej Polski.
Natomiast moc elektrowni nie może być porównywana do rocznego zużycia energii  elektrycznej, bo zużycie energii roczne to moc razy 8760 h (ilość godzim w roku).
Znany ekspert

 

 

01:47, sabbatical
Link Dodaj komentarz »
6 czerwca Xiangfan - Yichang

 

Wysiadamy w Xiangfan. Idziemy kupic bilety na pociag do Yichang. Kasjerka pokazuje nam pociag K253 na 11:30, a juz jest 12:00. Nie rozumiemy co jest grane. Czyzby nie bylo innych pociagow i mamy kupic na jutro? Po chwili podchodzi inna, mowi nam po angielsku :"pociag jest spozniony". Ulga. Kupujemy bilety (znow bez miejscowek) i biegniemy z plecakami na peron. Pociag ma wiecej opoznienia niz nam powiedziano, zdazamy bez problemu. W pociagu nie ma tloku, spokojnie zajmujemy miejsca. Trasa ma trwac jakies 3 godziny. Rozpoczynamy gre w brydza, male plecaki sluza nam jako stolik. Inni pasazerowie podchodza zainteresowani. Na przeciw Gawla siada matka z dzieckiem, pokazujac mu nas i cos tam tlumaczac. Pod koniec podrozy sasiedzi pytaja nas czy moga sobie zrobic zdjecie. Zgadzamy sie. Ja mam dostac dziecko na kolana, dziecko w placz. Mama przejmuje i siada z nami. My tez pstrykamy kilka fotek. Pozniej powtarzaja prosbe i pozuje trzymajac dziewczynke na rekach. A nie tak dawno smialam sie gdy slyszalam podobna historie...w miedzyczasie Gawel konwersuje z chlopakami przy pomocy rozmowek i podstawowych slow po angielsku.
W Yichang wsiadamy do taksowki, ta zawozi nas pod biuro turystyczne zamiast pod biuro informacjhi turystycznej. Standard. Przymnajmniej zdobywamy mape. Wracamy w kierunku dworca, po drodze chlopacy znajduja hotel. Udalo im sie utargowac cene. Od chinskich studentow zdobywamy namiary na schronisko przy uniwersytecie. Byc moze jutro skorzystamy. Z ulga wzielismy prysznic i poszlismy jesc. I tu sukces, knajpka ktora znalezlismy serwowala przepyszne jedzenie. Na dodatek polecone przez kelnerke danie, ktore okazalo sie byc "hot pot'em" bylo REWELACYJNE. Byl to kurczak z warzywami w sosie o niesamowitej gama przypraw tj anyz, cynamon...mniam. Nie to co wtopa w Chongqing opisana przez Marka.
Arrived in Xiangfan, went to buy tickets to Yichang. The cashier showed us a train K253 at 11:30. It was already 12:00. We were confused, maybe that was the last train that day...Anotehr chashier came and said in English :"The train is late". That was a relief. We bought the tickets (with no seat reservation!) and run to the platform. Fortunatelly we made it. The train was not full and we had no problems finding free seats. We started playing bridge, using backpacks as a table. Other passangers came over to watch the game. A mother with a baby sat next to Gawel and pointed us explaining something. By the end of our trip we were asked to pose for the photo together. I was to have a child on my lap, but it started crying. Eventually I was posing standig with a baby in my arms! I shouldn't have been loughing at similar stories before we went on this trip :)
In Yichang we grabbed a taxi which took us to tourist bureau instead of tourist information office. That's a standard. At least we got a free map. We took a walk back to the station, on the way boys found a hotel. They bargained the price. We also got the information about a hostel near the University from some Chinese students. Maybe we will go there tommorow. We took a shower and went to grab something to eat. We found a great restaurant with delicious food. Moreover recommended dish was a chicken in a hot pot and it was BEAUTIFUL. Not like this dissaster from Chongqing.

Wysiadamy w Xiangfan. Idziemy kupic bilety na pociag do Yichang. Kasjerka pokazuje nam pociag K253 na 11:30, a juz jest 12:00. Nie rozumiemy co jest grane. Czyzby nie bylo innych pociagow i mamy kupic na jutro? Po chwili podchodzi inna, mowi nam po angielsku :"pociag jest spozniony". Ulga. Kupujemy bilety (znow bez miejscowek) i biegniemy z plecakami na peron. Pociag ma wiecej opoznienia niz nam powiedziano, zdazamy bez problemu. W pociagu nie ma tloku, spokojnie zajmujemy miejsca. Trasa ma trwac jakies 3 godziny. Rozpoczynamy gre w brydza, male plecaki sluza nam jako stolik. Inni pasazerowie podchodza zainteresowani. Na przeciw Gawla siada matka z dzieckiem, pokazujac mu nas i cos tam tlumaczac. Pod koniec podrozy sasiedzi pytaja nas czy moga sobie zrobic zdjecie. Zgadzamy sie. Ja mam dostac dziecko na kolana, dziecko w placz. Mama przejmuje i siada z nami. My tez pstrykamy kilka fotek. Pozniej powtarzaja prosbe i pozuje trzymajac dziewczynke na rekach. A nie tak dawno smialam sie gdy slyszalam podobna historie...w miedzyczasie Gawel konwersuje z chlopakami przy pomocy rozmowek i podstawowych slow po angielsku.

W Yichang wsiadamy do taksowki, ta zawozi nas pod biuro turystyczne zamiast pod biuro informacjhi turystycznej. Standard. Przymnajmniej zdobywamy mape. Wracamy w kierunku dworca, po drodze chlopacy znajduja hotel. Udalo im sie utargowac cene. Od chinskich studentow zdobywamy namiary na schronisko przy uniwersytecie. Byc moze jutro skorzystamy. Z ulga wzielismy prysznic i poszlismy jesc. I tu sukces, knajpka ktora znalezlismy serwowala przepyszne jedzenie. Na dodatek polecone przez kelnerke danie, ktore okazalo sie byc "hot pot'em" bylo REWELACYJNE. Byl to kurczak z warzywami w sosie o niesamowitej gama przypraw tj anyz, cynamon...mniam. Nie to co hot wtopa w Chongqing opisana przez Marka.

D.

Pyszne danie na obiad * Delicious dinner

________________________________

Arrived in Xiangfan, went to buy tickets to Yichang. The cashier showed us a train K253 at 11:30. It was already 12:00. We were confused, maybe that was the last train that day...Anotehr chashier came and said in English :"The train is late". That was a relief. We bought the tickets (with no seat reservation!) and run to the platform. Fortunatelly we made it. The train was not full and we had no problems finding free seats. We started playing bridge, using backpacks as a table. Other passangers came over to watch the game. A mother with a baby sat next to Gawel and pointed us explaining something. By the end of our trip we were asked to pose for the photo together. I was to have a child on my lap, but it started crying. Eventually I was posing standig with a baby in my arms! I shouldn't have been loughing at similar stories before we went on this trip :)

In Yichang we grabbed a taxi which took us to tourist bureau instead of tourist information office. That's a standard. At least we got a free map. We took a walk back to the station, on the way boys found a hotel. They bargained the price. We also got the information about a hostel near the University from some Chinese students. Maybe we will go there tommorow. We took a shower and went to grab something to eat. We found a great restaurant with delicious food. Moreover recommended dish was a chicken in a hot pot and it was BEAUTIFUL. Not like this dissaster from Chongqing.

D.

kotek

01:42, sabbatical
Link Dodaj komentarz »
5 Czerwca 2009 - Chongqing

 

Ostatni nasz dzien w Chongqing przyniosl mnostwo radosci, aczkolwiek czasem troche przewrotnie rozumianej. Na poczatek Mika z Gawlem znalezli rzemieslnika, ktory wyrabia kamienna piczatki. Pomysl, by przerobic swoje nazwiska na chinskie znaki zrodzil sie jeszcze przed wyjadem - okazja sie nadarza, wiec trzeba korzystac. Problem w tym,ze bezposredniej konwersji z alfabetu lacinskiego na chinskie krzaki nie ma, mozna to zrobic jedynie fonetycznie, tzn zapisujac takie krzaki, ktore odczytane daja mniej wiecej pozadane brzmienie. Rechot miejscowych ludzi po odczytaniu pierwszej pieczeci nie pozostawia zludzen - to NIE jest brzmienie jakiego oczekiwalismy. Trzeba bylo biegac do schroniska, zeby sie upewnic co dostalismy. Dziewczyny z recepcji mialy naprawde niezly ubaw - tak sie chyba nie powinno uczyc jezyka. Ostatecznie w miare prawidlowa wersja brzmienia zostala zapisana a reklamacja odniosla skutek. Bieduny maja teraz swoje chinskie logo.
Potem byla hot wtopa. Miejsce, w jakim sie znajdowalismy slynelo z tych lokalnych potraw, my chyba szczescia nie mielismy. Hot pot to gotujacy sie sos/zupa, do ktorego wrzuca sie przerozne rzeczy - od miesa po warzywa, najczesciej surowe. Po kilku minutach sa gotowe do spozycia, razem z oryginalna zawartosci sosu. Po zapewnieniach, ze nasze sosy ostre nie beda, dostalismy cos, w czym palily sie nawet te kawalki miesa, ktore tam wrzucalismy. Drugi sos teoretycznie byl zjadliwy, ale plywajace w nim nogi i glowa kury niezbyt zachecaly do spozycia. Ostatecznie poszlismy na nasz ulubiony kung pao chicken do hostelu.
Ostatnia czesc dnia to szalencza jazda naszego taksowkarza na dworzec. Bidulek byl przekonany, ze mamy pociag pol godziny wczesniej niz faktycznie, a ruch byl znaczny. Stanal na wysokosci zadania, chyba byl nawet z siebie dumny. Jestem ciekaw czy maja tutaj osobne znaki dzwiekowe dla roznych sytuacji drogowych. Np "uwazaj, wyprzedzam", albo "spieszy mi sie i moim pasazerom", albo "jezdzisz jak cipa". Jednak opis ruchu drogowego zasluguje na osobny wpis.
M.
__________________
The last day of our stay in Chongqing gave us a lot of joy, but from weird point of view. At first, Mika and Gawel found a craftman who produced stone stamps. The idea of getting one with our name in Chinese characters was born much before our departure - so get your chance when it appears. The point is, however, that there is no way to transcript latin letters into Chinese characters directly. You can write down what you hear only and as a result you get a couple of combined syllabuses which sound more or less like the origin. The final result made local people giggle, so there was no doubt that did NOT sound like "Biedoonkievich" ;) We needed to discuss that with reception girls at our hostel to ensure we got it right. Our efforts made them laugh too, so I don't this this was the right attitude to those two languages. Eventually Bieduns got their name written right and now they have their own Chinese logo.
Then was the hot pot. This wrong one. The place we were staying in was famous from this kind of dishes. Hot pot is a non-stop boiling soup ar sauce, in which you can put anything you want - raw meat, vagetables, etc. After a while they are ready to be eaten, together with the soup's oryginal content. We were ensured our meals wouldn't be too much spicy - but what we got was something that was burning down even those meat pieces inside. The second sauce was eatable in theory, but floating parts of chicken like head or legs discouraged us to enjoy it. We finally went for our favourite kung pao chicken at our hostel.
The main event of the evening was a mad drive by taxi to the railway station. Our driver was convinced the train was departing earlier then it actually was and the traffic was heavy. He did his best, I guess he was proud of himself. By the way, I wonder whether there are different ways of honking for various traffic situations. Like "watch out, I'm overtaking you" or "me and my passangers are in a hurry", or simply "you drive like a pussy". But the traffic deserves a seperate post.
M.

Ostatni nasz dzien w Chongqing przyniosl mnostwo radosci, aczkolwiek czasem troche przewrotnie rozumianej. Na poczatek Mika z Gawlem znalezli rzemieslnika, ktory wyrabia kamienna piczatki. Pomysl, by przerobic swoje nazwiska na chinskie znaki zrodzil sie jeszcze przed wyjadem - okazja sie nadarza, wiec trzeba korzystac. Problem w tym,ze bezposredniej konwersji z alfabetu lacinskiego na chinskie krzaki nie ma, mozna to zrobic jedynie fonetycznie, tzn zapisujac takie krzaki, ktore odczytane daja mniej wiecej pozadane brzmienie. Rechot miejscowych ludzi po odczytaniu pierwszej pieczeci nie pozostawia zludzen - to NIE jest brzmienie jakiego oczekiwalismy. Trzeba bylo biegac do schroniska, zeby sie upewnic co dostalismy. Dziewczyny z recepcji mialy naprawde niezly ubaw - tak sie chyba nie powinno uczyc jezyka. Ostatecznie w miare prawidlowa wersja brzmienia zostala zapisana a reklamacja odniosla skutek. Bieduny maja teraz swoje chinskie logo.

Potem byla hot wtopa. Miejsce, w jakim sie znajdowalismy slynelo z tych lokalnych potraw, my chyba szczescia nie mielismy. Hot pot to gotujacy sie sos/zupa, do ktorego wrzuca sie przerozne rzeczy - od miesa po warzywa, najczesciej surowe. Po kilku minutach sa gotowe do spozycia, razem z oryginalna zawartosci sosu. Po zapewnieniach, ze nasze sosy ostre nie beda, dostalismy cos, w czym palily sie nawet te kawalki miesa, ktore tam wrzucalismy. Drugi sos teoretycznie byl zjadliwy, ale plywajace w nim nogi i glowa kury niezbyt zachecaly do spozycia. Ostatecznie poszlismy na nasz ulubiony kung pao chicken do hostelu.

Ostatnia czesc dnia to szalencza jazda naszego taksowkarza na dworzec. Bidulek byl przekonany, ze mamy pociag pol godziny wczesniej niz faktycznie, a ruch byl znaczny. Stanal na wysokosci zadania, chyba byl nawet z siebie dumny. Jestem ciekaw czy maja tutaj osobne znaki dzwiekowe dla roznych sytuacji drogowych. Np "uwazaj, wyprzedzam", albo "spieszy mi sie i moim pasazerom", albo "jezdzisz jak cipa". Jednak opis ruchu drogowego zasluguje na osobny wpis.

M.

_________________

 

The last day of our stay in Chongqing gave us a lot of joy, but from weird point of view. At first, Mika and Gawel found a craftman who produced stone stamps. The idea of getting one with our name in Chinese characters was born much before our departure - so get your chance when it appears. The point is, however, that there is no way to transcript latin letters into Chinese characters directly. You can write down what you hear only and as a result you get a couple of combined syllabuses which sound more or less like the origin. The final result made local people giggle, so there was no doubt that did NOT sound like "Biedoonkievich" ;) We needed to discuss that with reception girls at our hostel to ensure we got it right. Our efforts made them laugh too, so I don't this this was the right attitude to those two languages. Eventually Bieduns got their name written right and now they have their own Chinese logo.

Then was the hot pot. This wrong one. The place we were staying in was famous from this kind of dishes. Hot pot is a non-stop boiling soup ar sauce, in which you can put anything you want - raw meat, vagetables, etc. After a while they are ready to be eaten, together with the soup's oryginal content. We were ensured our meals wouldn't be too much spicy - but what we got was something that was burning down even those meat pieces inside. The second sauce was eatable in theory, but floating parts of chicken like head or legs discouraged us to enjoy it. We finally went for our favourite kung pao chicken at our hostel.

The main event of the evening was a mad drive by taxi to the railway station. Our driver was convinced the train was departing earlier then it actually was and the traffic was heavy. He did his best, I guess he was proud of himself. By the way, I wonder whether there are different ways of honking for various traffic situations. Like "watch out, I'm overtaking you" or "me and my passangers are in a hurry", or simply "you drive like a pussy". But the traffic deserves a seperate post.

M.

01:39, sabbatical
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 czerwca 2009
4 Czerwca 2009 - Chongqing

 

Tego dnia po dwoch dniach relasku w koncu ruszylismy na miasto. Okolo poludnia po sniadaniu Mika, Paulina i ja pojechalismy na dworzec kupic bilety kolejowe na jutro, a nastepnie do centrum miasta.
Chongqing to jedno z najwiekszych maist w Chinach i jednoczesnie niezalezna prowincja. Miasto ma okolo 9 milionow mieszkancow, a caly obszar metropolitarny 33 miliony. Po raz pierwszy od opuszenia Hongkongu poczulem ta wielkomiejska atmosfere. Wysokie budynki, drogie sklepy i dobrze ubrani ludzie biegajacy w pospiechu buduja zupelnie inny klimat niz w innych miastach. Nawet Kanton i Chengdu mimo, ze podobnej wielkosci, nie maja tego wielkomiejskiego pedu.
W ramach spaceru po miescie udalo nam sie ziewdzic cypel gdzie Jangcy laczy sie z rzeka Jialing, centrum z wysokosciowcami i nawet wejsc na krzywy ryj na ostatnie pietro jednego z najwyzszych budynkow.
Wieczor znow spedzilismy uzupelniajac bloga, grajac w bilarda i karciochy.
G.
______________________________
4 June 2009 was the first day of sightseing after two days of relaxing. Around noon Dominika, Paulina and myself went to the train station to get the tickets for the following day. After that we went to the city centre.
Chongqing is one of the biggest cities in China and also an independent province. There are 9 million citizens in the city and 33 milion in the whole metropolitan area. It was the first time since I left Hong Kong that I felt this city buzz. Tall buildings, expensive shops and people in a hurry were something much different to other places in China. Even Canton and and Chengdu even though they are similar in size do not have this atmosphere.
During our walk we saw the Chaotian Men (Gate Facing Haven) - the pick of the peninsula where Jangzi and Jialing rivers meet. We also had a wander around the high rise city centre and we got onto the the top floor of one of the tallest buildings in the area and surpriced employees of one of the offices. They gave us a nice tour around and we took a couple of photographs in the toilets with the window view in the background.
After that we came back to our hostel where we spent some time uploading our blog, playing pools and bridge.
G.

Tego dnia po dwoch dniach relasku w koncu ruszylismy na miasto. Okolo poludnia po sniadaniu Mika, Paulina i ja pojechalismy na dworzec kupic bilety kolejowe na jutro, a nastepnie do centrum miasta.

Chongqing to jedno z najwiekszych maist w Chinach i jednoczesnie niezalezna prowincja. Miasto ma okolo 9 milionow mieszkancow, a caly obszar metropolitarny 33 miliony. Po raz pierwszy od opuszenia Hongkongu poczulem ta wielkomiejska atmosfere. Wysokie budynki, drogie sklepy i dobrze ubrani ludzie biegajacy w pospiechu buduja zupelnie inny klimat niz w innych miastach. Nawet Kanton i Chengdu mimo, ze podobnej wielkosci, nie maja tego wielkomiejskiego pedu.

W ramach spaceru po miescie udalo nam sie ziewdzic cypel gdzie Jangcy laczy sie z rzeka Jialing, centrum z wysokosciowcami i nawet wejsc na krzywy ryj na ostatnie pietro jednego z najwyzszych budynkow.

Wieczor znow spedzilismy uzupelniajac bloga, grajac w bilarda i karciochy.

G.

______________________________

4 June 2009 was the first day of sightseing after two days of relaxing. Around noon Dominika, Paulina and myself went to the train station to get the tickets for the following day. After that we went to the city centre.

Chongqing is one of the biggest cities in China and also an independent province. There are 9 million citizens in the city and 33 milion in the whole metropolitan area. It was the first time since I left Hong Kong that I felt this city buzz. Tall buildings, expensive shops and people in a hurry were something much different to other places in China. Even Canton and and Chengdu even though they are similar in size do not have this atmosphere.

During our walk we saw the Chaotian Men (Gate Facing Haven) - the pick of the peninsula where Jangzi and Jialing rivers meet. We also had a wander around the high rise city centre and we got onto the the top floor of one of the tallest buildings in the area and surpriced employees of one of the offices. They gave us a nice tour around and we took a couple of photographs in the toilets with the window view in the background.

After that we came back to our hostel where we spent some time uploading our blog, playing pools and bridge.

G.

 

14:33, sabbatical
Link Dodaj komentarz »
Chongqing - Ciqikou

 

Kolejny luzny dzien, czas na pranie i sprawy organizacyjne. Ja, Gawel i Marek postanawiamy nie jechac do Dazu. Paulina, ktorej zalezalo na tym miejscu jest rozczarowana, zastanawia sie czy pojechac na wycieczke organizowana przez schronisko. Ja wole zobaczc centrum Chonqing.
Schronisko Perfect Time, w ktorym nocujemy miesci sie w starym miescie zwanym Ciqikou nad rzeka Jialing. Jest to ciekawe miejsce z ciasnymi uliczkami pelnymi roznych sklepikow i restauracji. Idziemy z Paulina zobaczyc swiatynie Bao Lun, w cenie biletu byly kadzidelka. Zapalamy je nasladujac obecnych wiernych. Wchodzimy na pagode pokonujac kondygnacje poza tabliczka (jak sie domyslam)"nie wchodzic". Zrobilysmy kilka zdjec panoramy.  Panuje upal, wracamy do schroniska, ciezko gdzies chodzic...
___________________________
Another lazy day, time for the laundry and organizational matters. Me, Gawel and Marek decided to skip the Dazu Cravings. Paulina who is interested in seeing the rock carvings  is dissapointed and consideres taking the tour from the hostel. I prefer to see the city centre.
The Perfect Time hostel is located in the Ciqikou ancient town by the Jialing river. It's a bit touristy place with nice narrow streets, old buildings, little shops and restaurants. Quite a contract comparing to all skyscrapers and residential buildings in Chongqing. Me and Paulina went to see Bao Temple, climbed the Pagoda to see the stunning view over the city and came back to the hostel. It is to hot to walk...

Kolejny luzny dzien, czas na pranie i sprawy organizacyjne. Ja, Gawel i Marek postanawiamy nie jechac do Dazu. Paulina, ktorej zalezalo na tym miejscu jest rozczarowana, zastanawia sie czy pojechac na wycieczke organizowana przez schronisko. Ja wole zobaczc centrum Chonqing.

Schronisko Perfect Time, w ktorym nocujemy miesci sie w starym miescie zwanym Ciqikou polozonym nad rzeka Jialing. Jest to ciekawe miejsce z ciasnymi uliczkami pelnymi roznych sklepikow i restauracji. Idziemy z Paulina zobaczyc swiatynie Bao Lun, w cenie biletu byly kadzidelka. Zapalamy je nasladujac obecnych wiernych. Wchodzimy na pagode pokonujac kondygnacje poza tabliczka (jak sie domyslam)"nie wchodzic". Zrobilysmy kilka zdjec panoramy.  Panuje upal, wracamy do schroniska, ciezko gdzies chodzic...

D.

___________________________

 

Another lazy day, time for the laundry and organisational matters. Me, Gawel and Marek decided to skip the Dazu Cravings. Paulina who is interested in seeing the rock carvings  is disappointed and considers taking the tour from the hostel. I prefer to see the city centre.

The Perfect Time hostel is located in the Ciqikou ancient town by the Jialing river. It's a bit touristy place with nice narrow streets, old buildings, little shops and restaurants. Quite a contract comparing to all skyscrapers and residential buildings in Chongqing. Me and Paulina went to see Bao Temple, climbed the Pagoda to see the stunning view over the city and came back to the hostel. It is too hot to walk...

 

D.

 

 

13:25, sabbatical
Link Dodaj komentarz »
2 Czerwca 2009 - Food Experience

 

Dzien mozna opisac szybko. Pociag do Chongqing, bol brzucha, wtopa w Panda Hostel (nie polecamy), krety, pranie, wypasiony szlemik w dzwonki. Niewiele wiecej sie dzialo, aczkolwiek poematy mozna tworzyc z niczego.
Skoro juz przy bolu brzucha jestem, moze kilka refleksji na temat chinskiej kuchni. Typowego zachodniego zarcia tu nie ma. Potrawy oparte sa przede wszystkim na ryzu i makaronie - to powszechnie znany fakt. Bardzo popularne sa rzadkie, rosolowe zupy, w ktorych czesto mozna znalezc cala flore morska, przerozne miesa i pierogi. Generalnie sa bardzo roznorodne i mozna je traktowanc jako podstawowy posilek. Jesli chodzi o dania glowne, te zawsze podawane sa w malych kawalkach, z mnostwem przypraw, zazwyczaj ostrych. Kroluje papryka, imbir, czosnek, chilli, chilli i chilli. Szczegolnie z Syczuanie, przy zamawianiu nalezy zaznaczyc, ze potrawa ma byc nie ostra, aczkolwiek i tak paczka chusteczek przy jedzeniu to malo. Male kawalki wynikaja ze sposobu jedzenia - nie uzywa sie widelca ani noza, tylko paleczki i ewentualnie lyzka. Na pierwszy rzut oka wydaje sie to niekomfortowe, aczkolwiek jest to faktycznie najlepszy sposob jedzenia tych potraw. Wprawe w paleczkowaniu zdobywa sie dosyc prosto. Duzo rzeczy je sie po prostu palcami, lub wypija prosto z miski - Chinczycy nie sa mistrzami dobrych manier przy jedzeniu (w zachodnim znaczeniu oczywiscie).
Bardzo fajna tradycja jest wspolne jedzenie kilku potraw. Dania przynosi sie na polmiskach, po czym kazdy z biesiadnikow naklada sobie do wlasnej miseczki to co chce z kazdego talerza. Zawartosc talerzy miesza sie zazwyczaj z ryzem i wcina paleczkami. Uwaga, wbrew obiegowej opinii, lyzki uzywa sie do jedzenia lub nakladania ryzu, nie do zup :)
Wiecej o doswiadczeniach kulinarnych w kolejnych postach.
M.
___________________
The story of the day is short. A train to Chongqing, stomachache, '
moles', laundry, an awesome slam in diamonds.
There was nothing extraordinary except those, but you can always write poems about nothing.
Talking about eating, there are some issues to be described. There is no typical "western food" here in China. The meals are based on rice and noodles - it's a well established fact. Soups with any kind of vegetables, meat and dumplings are very popular here (they are watery, there are no creams). Basically, there is a great variety of soups, sometimes they are so deacent that you can take it for a main course. As for the typical main courses, they are serverd cut into small pieces. All those spicy things are an empire af paprika, ginger, garlic, chilli, chilli and chilli. You have to ensure you order non-spicy meal, otherwise you will need thousand of handkerchiefs. Small pieces are easy to grab with chop sticks, sometimes a spoon is a perfect tool. It seems to be uncomfortable but it is, actually, the best way to eat local meals. The craft of chop-sticking is not as difficult as it seems, you get used to that after 2 days or so. Besides, there are a lot of meals you eat with your fingers, or simply drink down directly from a bowl - Chinese are not champions in good manners (in western meaning of it).
There is a very nice custom of eating a few meals together at the same time. The meals are served on plates, then everyone puts everything one wants from each plate into once bowl. It is mixed with rice and eaten with sticks. Spoons are supposed to put the rice into the bowls, not to eat soups :)
Please follow this blog to find out more about our local food experiences.
M.

Dzien mozna opisac szybko. Pociag do Chongqing, bol brzucha, wtopa w Panda Hostel (nie polecamy), krety, pranie, wypasiony szlemik w dzwonki. Niewiele wiecej sie dzialo, aczkolwiek poematy mozna tworzyc z niczego.

Skoro juz przy bolu brzucha jestem, moze kilka refleksji na temat chinskiej kuchni. Typowego zachodniego zarcia tu nie ma. Potrawy oparte sa przede wszystkim na ryzu i makaronie - to powszechnie znany fakt. Bardzo popularne sa rzadkie, rosolowe zupy, w ktorych czesto mozna znalezc cala flore morska, przerozne miesa i pierogi. Generalnie sa bardzo roznorodne i mozna je traktowanc jako podstawowy posilek. Jesli chodzi o dania glowne, te zawsze podawane sa w malych kawalkach, z mnostwem przypraw, zazwyczaj ostrych. Kroluje papryka, imbir, czosnek, chilli, chilli i chilli. Szczegolnie z Syczuanie, przy zamawianiu nalezy zaznaczyc, ze potrawa ma byc nie ostra, aczkolwiek i tak paczka chusteczek przy jedzeniu to malo. Male kawalki wynikaja ze sposobu jedzenia - nie uzywa sie widelca ani noza, tylko paleczki i ewentualnie lyzka. Na pierwszy rzut oka wydaje sie to niekomfortowe, aczkolwiek jest to faktycznie najlepszy sposob jedzenia tych potraw. Wprawe w paleczkowaniu zdobywa sie dosyc prosto. Duzo rzeczy je sie po prostu palcami, lub wypija prosto z miski - Chinczycy nie sa mistrzami dobrych manier przy jedzeniu (w zachodnim znaczeniu oczywiscie).

Bardzo fajna tradycja jest wspolne jedzenie kilku potraw. Dania przynosi sie na polmiskach, po czym kazdy z biesiadnikow naklada sobie do wlasnej miseczki to co chce z kazdego talerza. Zawartosc talerzy miesza sie zazwyczaj z ryzem i wcina paleczkami. Uwaga, wbrew obiegowej opinii, lyzki uzywa sie do jedzenia lub nakladania ryzu, nie do zup :)

Wiecej o doswiadczeniach kulinarnych w kolejnych postach.

M.

___________________

 

The story of the day is short. A train to Chongqing, stomachache, '

moles', laundry, an awesome slam in diamonds.

There was nothing extraordinary except those, but you can always write poems about nothing.

Talking about eating, there are some issues to be described. There is no typical "western food" here in China. The meals are based on rice and noodles - it's a well established fact. Soups with any kind of vegetables, meat and dumplings are very popular here (they are watery, there are no creams). Basically, there is a great variety of soups, sometimes they are so deacent that you can take it for a main course. As for the typical main courses, they are serverd cut into small pieces. All those spicy things are an empire af paprika, ginger, garlic, chilli, chilli and chilli. You have to ensure you order non-spicy meal, otherwise you will need thousand of handkerchiefs. Small pieces are easy to grab with chop sticks, sometimes a spoon is a perfect tool. It seems to be uncomfortable but it is, actually, the best way to eat local meals. The craft of chop-sticking is not as difficult as it seems, you get used to that after 2 days or so. Besides, there are a lot of meals you eat with your fingers, or simply drink down directly from a bowl - Chinese are not champions in good manners (in western meaning of it).

There is a very nice custom of eating a few meals together at the same time. The meals are served on plates, then everyone puts everything one wants from each plate into once bowl. It is mixed with rice and eaten with sticks. Spoons are supposed to put the rice into the bowls, not to eat soups :)

Please follow this blog to find out more about our local food experiences.

M.

 

12:35, sabbatical
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 czerwca 2009
1 Czerwiec 2009 - Bus

Oh these little earthquakes
Here we go again
These little earthquakes
Doesn't take much to rip us into pieces
"Little Earthquakes" T.Amos
Znow dostalo mi sie opisywanie podrozy. I tym razem na trasie tej samej co 3 dni temu. Jednak jak sie okazuje nie bedzie to takie nudne dla piszacego... mijemy nadzieje, ze i dla odbiorcy rowniez relatywnie interesujace.
Jazda z Jiuzhaigou do Chengdu autobusem trwa okolo 11 godzin. Dzis nie spalem tak duzo, bo bylo bylo za ciasno w autobusie. Zostalo mi zatem patrzec przez okno i jak sie okazalo byl to dobry wybor. Okazalo sie, ze jazda autobusem trwa tak dlugo, bo jedzie sie przez epicentrum zeszlorocznego trzesienia ziemi. Zeszloroczne trzesioenie ziemi w Syczuanie to jesdno z najmocniejszych trzesien ziemi zanotowanych na kuli ziemskiej. Z podziwem ogladalem jak szybko postepuja prace naprawcze, gdzie czasem cale wioski byly odbudowywane praktycznie ze zgliszczy. Widoczne byly zawalone mosty i wiadukty, oraz zasypane drogi, domy i trakcje elektryczne.
Bardzo wspolczujemy mieszkancom tego regionu i podziwiamy ich wysilek przy naprawie. (A co tam czasem mozna napisac co pozytywnego)
(G.)
______________
It is me again to write about bus traveling. And what is more it is the same route as the one  I wrote about three days ago. It is not going to be that boring to me as one would think... and hopefully not so boring for the reader either.
The bus drive from Jiuzhaigou to Chengdu takes about 11 hours mostly because it goes through the epicenter of the last years earthquake in Sichuan. This earthquake was one of the strongest in the history and I was amazed to see how quickly the reparations are being made. Nearly whole towns and villages are being rebuilt nearly form scratch, but still I could see collapsed bridges, roads buried  under rocks and broken overhead electricity wires.
We are very sorry for the victims of the earthquake and admire their great work (I can be nice from time to time)
(G.)

Oh these little earthquakes

Here we go again

These little earthquakes

Doesn't take much to rip us into pieces

"Little Earthquakes" T.Amos

 

Znow dostalo mi sie opisywanie podrozy. I tym razem na trasie tej samej co 3 dni temu. Jednak jak sie okazuje nie bedzie to takie nudne dla piszacego... mijemy nadzieje, ze i dla odbiorcy rowniez relatywnie interesujace.

Jazda z Jiuzhaigou do Chengdu autobusem trwa okolo 11 godzin. Dzis nie spalem tak duzo, bo bylo bylo za ciasno w autobusie. Zostalo mi zatem patrzec przez okno i jak sie okazalo byl to dobry wybor. Okazalo sie, ze jazda autobusem trwa tak dlugo, bo jedzie sie przez epicentrum zeszlorocznego trzesienia ziemi. Zeszloroczne trzesioenie ziemi w Syczuanie to jesdno z najmocniejszych trzesien ziemi zanotowanych na kuli ziemskiej. Z podziwem ogladalem jak szybko postepuja prace naprawcze, gdzie czasem cale wioski byly odbudowywane praktycznie ze zgliszczy. Widoczne byly zawalone mosty i wiadukty, oraz zasypane drogi, domy i trakcje elektryczne.

Bardzo wspolczujemy mieszkancom tego regionu i podziwiamy ich wysilek przy naprawie. (A co tam czasem mozna napisac co pozytywnego)

(G.)

______________

It is me again to write about bus traveling. And what is more it is the same route as the one  I wrote about three days ago. It is not going to be that boring to me as one would think... and hopefully not so boring for the reader either.

The bus drive from Jiuzhaigou to Chengdu takes about 11 hours mostly because it goes through the epicenter of the last years earthquake in Sichuan. This earthquake was one of the strongest in the history and I was amazed to see how quickly the reparations are being made. Nearly whole towns and villages are being rebuilt nearly form scratch, but still I could see collapsed bridges, roads buried  under rocks and broken overhead electricity wires.

We are very sorry for the victims of the earthquake and admire their great work (I can be nice from time to time)

(G.)

11:54, sabbatical
Link Dodaj komentarz »
31 maja 2009 - Jiuzhaigou

 

Jiuzhaigou jest bardzo ladnym parkiem, rzeki w dolinach gorskich rozlewaja sie tworzac jeziora i wodospady. Woda ma przepiekny szmaragdowy kolor ktory zmienia sie zaleznie od podloza i glebokosci. Bardzo przyjemnie spaceruje sie trasami wykonanymi z drewnianych podestow, ktore wija sie pomiedzy malowniczymi punktami. Dzis odwiedzamy miejsca pominiete wczoraj. Zachodzimy do tybetanskiej wioski Shuzng Zhai. W swiatyni mniszka proponuje nam na migi nocleg. Wczoraj bysmy skorzystali, dzis dziekujemy. Szukamy knajpki z jedzeniem ale sa tylko miejsca w ktorych mozna kupic tybetanska herbate z maslem z mleka jaka i przekaski. Herbate udalo nam sie sprobowac wczoraj w chacie w gore doliny zas jedzenie podczas wieczornej imprezy. Wracamy do Langjie's Home tybetanskiego domu w ktorym nocujemy (http://www.gogojz.com/eng_index.asp).
D.
______________________________
JiuzhaiGou is a gorgeus park, rivers in mountain valley overflows creating lakes and waterfalls. The water has a beautiful emerald colour that changes depending on the surrounding and depth. It is very nice to walk on the wooden pathways between the best view points. Today we visited the places that we omitted yesterday. We went to the Shuzng Zhai a Tibetan village. In a temple a monk offered us a bed in a sign language. Yesterday we would take the offer, today we pass. We want to have something to eat, but there are only places where we can dring tibetan tea with yak butter and some snacks. We had a chance to try that yesterday. We went back to Langjie's Home where we were staying.

Jiuzhaigou jest bardzo ladnym parkiem, rzeki w dolinach gorskich rozlewaja sie tworzac jeziora i wodospady. Woda ma przepiekny szmaragdowy kolor ktory zmienia sie zaleznie od podloza i glebokosci. Bardzo przyjemnie spaceruje sie trasami wykonanymi z drewnianych podestow, ktore wija sie pomiedzy malowniczymi punktami. Dzis odwiedzamy miejsca pominiete wczoraj. Zachodzimy do tybetanskiej wioski Shuzng Zhai. W swiatyni mniszka proponuje nam na migi nocleg. Wczoraj bysmy skorzystali, dzis dziekujemy. Szukamy knajpki z jedzeniem ale sa tylko miejsca w ktorych mozna kupic tybetanska herbate z maslem z mleka jaka i przekaski. Herbate udalo nam sie sprobowac wczoraj w chacie w gore doliny zas jedzenie podczas wieczornej imprezy. Wracamy do Langjie's Home tybetanskiego domu w ktorym nocujemy (http://www.gogojz.com/eng_index.asp).

D.

______________________________

JiuzhaiGou is a gorgeus park, rivers in mountain valley overflows creating lakes and waterfalls. The water has a beautiful emerald colour that changes depending on the surrounding and depth. It is very nice to walk on the wooden pathways between the best view points. Today we visited the places that we omitted yesterday. We went to the Shuzng Zhai a Tibetan village. In a temple a monk offered us a bed in a sign language. Yesterday we would take the offer, today we pass. We want to have something to eat, but there are only places where we can dring tibetan tea with yak butter and some snacks. We had a chance to try that yesterday. We went back to Langjie's Home where we were staying.

 

D.

11:52, sabbatical
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6